SocialCamp.eu/biblioteka

Obywatelskie hakowanie: Nowy program e-demokracji

James Crabtree
Internet jest szczególnie skutecznym środkiem w łączeniu ze sobą grup ludzi. [...] Jednak internet nie powinien łączyć obywateli z parlamentarzystami, ani wyborców z urzędnikami państwowymi. Powinien łączyć zwykłych ludzi ze zwykłymi ludźmi. Powinny powstać takie aplikacje, które umożliwią tym ludziom udzielanie sobie wzajemnej pomocy. Program wspierający obywatelskie hakowanie może to spowodowa€ć.

Demokracja przedstawicielska zdaje się przeżywać kryzys. Ludzie ją ignorują. Nie cieszy się ona zbyt dużą popularnością wśród młodych ludzi. Przypomina raczej nieszczęsnego wujka, który psuje całą zabawę, gdy próbuje przekonać innych, że jego magiczne sztuczki są ciekawe.1

Elektroniczna demokracja (e-demokracja) jest bezpośrednio rozpatrywana w ramach kompetencji demokracji przedstawicielskiej. Internet jest tutaj nową sztuczką. To niesamowite urządzenie – pełne młodości, werwy i energii – może właśnie okazać się odpowiedzią na jej problemy.

Elektroniczna demokracja stała się obecną strategią rządu Zjednoczonego Królestwa. Rząd ten przyznaje, że nasz system demokratyczny, choć nie do końca jeszcze podupadły, wymaga pewnego zastrzyku energii. Stwierdza, że młodzi ludzie, którzy są zwolennikami wszystkiego, co skomputeryzowane, nie widzą sensu w polityce. Odzwierciedla to sytuację klas politycznych, które sprawiają wrażenie skulonych w wielkim namiocie z napisem "Rezygnacja". Rząd Blaira uważa, że internet, ten cud nowoczesnej epoki, może okazać się pomocny.

W najlepszym jednak wypadku, pogląd ten jest tylko w połowie trafny. Technologia sieciowa może pomóc demokracji przedstawicielskiej jedynie w małym stopniu. Nie jest ona w stanie zdziałać zbyt wiele. Sprowadza się to do podstawowego problemu: jeżeli ktoś nie interesuje się polityką i nie widzi sensu w jej uczestniczeniu, angażowanie się w politykę za pomocą sieci nie ułatwi sprawy.

Dobra wiadomość jest taka, że prawdopodobnie istnieje lepsze rozwiązanie. Internet może przyczynić się do poprawy życia obywatelskiego zwykłych ludzi, ale pod warunkiem, że będzie to oparte na innej zasadzie. E-demokracja nie powinna głównie skupiać się na przedstawicielstwie, członkostwie i bezpośrednim dostępie do decydentów. W pierwszej kolejności powinna raczej uwzględniać ideę samopomocy.

Publiczne finansowanie e-demokracji ma dać obywatelom szansę pomocy sobie nawzajem, swoim społecznościom i innym osobom z takimi samymi zainteresowaniami. Jak wyjaśnię później, centralnym punktem tej strategii powinna być pomoc państwa skierowana do tak zwanego "obywatelskiego hakowowania" lub rozwój zastosowań umożliwiających wzajemną pomoc wśród obywateli raczej niż za pośrednictwem instytucji państwowych.

Jeśli nie interesujesz się polityką, polityka elektroniczna nic tu nie pomoże

Obecny rząd brytyjski stawia dobre pytanie, ale ma złą odpowiedź. Pytanie brzmi: "Jak możemy wykorzystać internet, aby umożliwić ludziom pełne korzystanie z życia obywatelskiego, polityki i sposobu rządzenia?" Pytanie to oparte jest na dość solidnej analizie bieżących problemów, z jakimi boryka się demokracja. Steven Coleman i John Gatze, w swojej broszurze "Bowling Together"2, przedstawiają tę analizę w miarę sensownie: "Istnieje współczesne, wszechobecne oziębienie stosunków pomiędzy reprezentantami a tymi, którzy są reprezentowani, objawiające się niemal w każdym zachodnim kraju spadającą frekwencją podczas wyborów oraz niższym poziomem angażowania się w życie obywatelskie, publiczną krytyką wobec instytucji i partii politycznych, a także upadek niegdyś silnej polityki lojalności."

Na razie wszystko wydaje się w porządku. Jednak Coleman i Gotze, a co za tym idzie rząd brytyjski, doszli do złych wniosków. Uważają oni bowiem, że obywatelom w jakiś sposób utrudnia się uczestnictwo w kształtowaniu polityki. Gdyby można było to uprościć – za pomocą internetu – poziom zaangażowania wzrósłby. Gdyby udało się sprawić, że uczestnictwo w tradycyjnych procedurach będzie mniej uciążliwe, zainteresowanie obywateli zostałoby przywrócone. Więcej osób zaangażowałoby się w podejmowanie politycznych decyzji.

"67% naszych użytkowników twierdzi, iż nigdy wcześniej nie kontaktowali się ze swoimi posłami", sugerując, że nowe metody dostępu mogą zachęcić "głównie nowych uczestników do wzięcia udziału w debacie". Jednak nie jest to bynajmniej jedyny sposób, który rząd może wykorzystać.

Zasada wzajemności w sieci

Szansą jest zbudowanie obywatelskiej przestrzeni, w której obywatele mogliby raczej rozmawiać ze sobą niż z administracją państwową. Można to wyjaśnić na zasadzie analogii. Jeśli utkniemy w grze komputerowej, co zwykle robimy? W dzisiejszych czasach gracze – należy pamiętać, że troje na dziesięcioro ludzi gra w gry komputerowe – odwiedzą działającą w sieci społeczność graczy i poproszą ich o radę. Niemal zawsze znajdzie się ktoś chętny pomóc pokonać wyzwania. Inni gracze pomogą z wielu powodów: mogą zyskać szacunek z racji swej wiedzy; ich stanowisko w społeczności poprawi się; lub tego dnia będą po prostu w dobrym humorze. Jednak najczęściej robią to w oparciu o zasadę wzajemności.

Powszechna w literaturze dotyczącej kapitału społecznego wzajemność sprowadza się do powiedzenia: "Ja pomogę tobie, ty pomożesz mnie". Zasada ta jest ograniczona, jeśli jest tylko dwoje ludzi do pomocy. Funkcjonuje ona lepiej, gdy wzajemność zostanie rozpowszechniona. Pomogę tobie, ponieważ dzięki temu powstanie system, w którym wzajemna pomoc jest normą i jeśli będę potrzebować pomocy, to ktoś mi jej udzieli.

W polityce, tak jak w grach komputerowych, wzajemność oznacza pomaganie komuś, ponieważ w pewnym momencie w przyszłości my sami możemy potrzebować pomocy. Jest to racjonalne urzeczywistnienie powiedzenia: "Traktuj innych tak, jak chcesz, by traktowali ciebie".

Gdy utkniemy w grze komputerowej (lub gdy ją ładujemy albo chcemy, aby lepiej działała), z pewnością nie wysyłamy projektantowi oprogramowania maila z zapytaniem o sposoby ulepszenia gry. Jednak taką właśnie strategię wobec e-demokracji przyjął obecny rząd brytyjski. Masz problem? Weź udział w zagadkowym procesie konsultacji, które może kiedyś ulepszą system. Nie jest to zbyt kusząca propozycja.

Analogia do gier ma sens, ponieważ dla większości ludzi polityka przypomina utknięcie w bardzo trudnej grze komputerowej. Biurokracja rządowa – projektant oprogramowania – nie ma dużego znaczenia w codziennym życiu. Obywatele przypominają sobie o instytucjach administracji państwowej przy okazji wykonywania wielu skomplikowanych czynności, takich jak: wystawienie koszy na śmieci, odebranie zasiłku dla bezrobotnych, czy też wizyta u lekarza. Jednak rozwój polityki deliberatywnej nie jest częścią naszej codziennej rzeczywistości.

To właśnie dlatego wyznajemy pluralistyczną teorię demokracji. Grupy interesu, media i inne grupy funkcjonalne reprezentują interesy ludzi w walce idei. Podstawowe założenia demokracji, polegające na tym, że każdy powinien mieć równe szanse w decydowaniu o sprawach, które go dotyczą (jeśli ma na to ochotę), znajdują się w tych ramach.

Tymczasem w życiu codziennym większość ludzi napotyka na trudności. Działania administracji państwowej jedynie powodują problemy, ale ich nie rozwiązują. Dlatego nie rozumiem takich teoretycznych pojęć jak: przechwycenie regulacji, nieudolność gospodarowania publicznymi pieniędzmi, czy też brak związku poglądów rządu z poglądami zwykłych ludzi. Uważam, że formularze podatkowe są prawdziwym utrapieniem, płacenie podatku lokalnego jest skomplikowane, a znalezienie dobrej szkoły dla córki czasochłonne. Rozpoczynanie nowej działalności gospodarczej jest prawdziwym koszmarem, a dokonanie próby obliczenia składek emerytalnych trudne. Są to problemy codzienne, które rząd z łatwością stwarza, ale nie potrafi ich naprawić.

Problemy te przypominają utknięcie w grze komputerowej. Są to problemy życiowe – przeszkody muszą zostać pokonane. Najlepszym sposobem, aby się z nimi zmierzyć jest znalezienie kogoś, kto miał podobne doświadczenia i poprosić go o pomoc. Właśnie w takich sytuacjach internet może okazać się przydatny.

Aplikacja internetowa dotycząca demokracji

Technologia sieciowa potrafi jednoczyć ludzi, przede wszystkim, gdy mają oni ku temu powód. Jak każdy, kto surfował po internecie wie, sieć stanowi istną przystań dla fanatyków i maniaków wszelkiego rodzaju. Niemniej jednak jest jednym z najbardziej niesamowitych funduszy rozproszonej inteligencji, jaki kiedykolwiek powstał.
Pozwala on zebrać umieszczoną w sieci wiedzę oraz sprawia, że przy odrobinie umiejętności wiedza ta jest dostępna dla każdego, kto posiada modem. Dla graczy gier komputerowych, inwestorów finansowych lub kolekcjonerów znaczków to spełnione marzenie. Tak również może być dla wszystkich obywateli.

Pytanie brzmi: jak można przełożyć tę oczywistą zaletę sieci na program, który pomoże ludziom rozwiązać życiowe problemy lub komunikować się z innymi obywatelami, których interesują te same tematy? Obecnie nie jest to możliwe. Dlaczego? Ponieważ nikt nie opracował takiej aplikacji.

Aplikacja to alternatywne określenie programu lub oprogramowania. Wykorzystuje ona siłę internetu w pożyteczny sposób. Internet Explorer jest aplikacją, która pozwala użytkownikom widzieć kod HTML w postaci strony internetowej. Cieszący się większą popularnością Napster3, system wymiany plików muzycznych, był aplikacją, która umożliwiała ściąganie muzyki. Opracował ją dziewiętnastolatek, Shawn Fanning.

Historia Fanninga należy do internetowego folkloru. Młody entuzjasta postępu technicznego wpada na pomysł. Po dość długim czasie spędzonym w swoim pokoju, opracował aplikację, która, choć nielegalnie, pozwala jemu podobnym internautom wymieniać się skompresowanymi plikami muzycznymi. Aplikacja przyjęła się, a przemysł muzyczny już nigdy nie będzie taki sam. Odtąd zaczęto tworzyć inne aplikacje, które umożliwiają wykonywanie tych samych czynności, ale lepiej i szybciej lub z mniejszym zastosowaniem sterowania centralnego. Jednak aby to było możliwe, ktoś musiał stworzyć tę aplikację. Napster był praktyczny, modny i posiadał nowe funkcje. Zapoczątkował dzielenie się plikami oraz technologię każdy-z-każdym (ang. peer-to-peer, skrót P2P) na masową skalę.

Adrew Schapiro, autor "The Control Revolution"4, twierdzi, że Napster pozostanie lekcją ukazującą, w jaki sposób internet zmienia systemy statyczne. "Kiedy o tym myślisz, zawsze pomyśl: Napster jest tym dla muzyki, czym X dla Y." Zatem czym jest to coś dla polityki, czym Napster jest dla muzyki? Przez kogo są rozwijane Cywilster (rodzaj programu dla obywateli) i Polister (rodzaj programu dla państwa)?

Problem tkwi w tym, że jeszcze nie wiemy. Ale gdzieś ktoś powinien to teraz tworzyć. Moim zdaniem rolą państwa powinno być finansowanie tego typu działalności. Państwo powinno przekazywać pieniądze grupom obywatelskim lub dziewiętnastolatkom, aby stworzyli aplikacje, które pomogą osiągnąć cele społeczne.

Tak właśnie dzieje się w mediach radiowych i telewizyjnych, którym państwo (a co za tym idzie my wszyscy) nie szczędzi pieniędzy na rozwój społecznie pożytecznych programów. Tego rodzaju działalność jest dość słuszna, ponieważ służy ona społeczeństwu. To samo powinno dotyczyć oprogramowania. Pomysł ten nazwałem "obywatelskim hakowaniem".

Finansowanie obywatelskiego hakowania

Strona internetowa Meetup5 jest dobrym przykładem obywatelskiego hakowania. Nie jest to do końca taka aplikacja, ale spełnia ideały obywatelskiego hakowania. Strona ta umożliwia ludziom o wspólnych zainteresowaniach spotykać się ze sobą. Wyobraźmy sobie, że pan Kennedy wprowadził się do nowego miasta i chciałby spotkać innych ludzi zainteresowanych dziełami J. S. Milla, zasadami społecznej sprawiedliwości oraz teleturniejami. Jednak pan Kennedy nie wie, jak to zrobić. Mógłby wejść na stronę Meetup i zapisać w niej swoje zainteresowania. Kiedy wystarczająca ilość ludzi zrobi to samo, strona wysyła maila i proponuje spotkanie przy drinku.

Podobnie, brytyjska strona internetowa UpMyStreet uruchomiła witrynę o nazwie Conversations (Rozmowy), za pomocą której ludzie z okolic mogą podjąć dyskusję na tematy dotyczące ich ulicy lub sąsiedztwa. Obie te strony są pomysłami, które można z łatwością zrealizować. Może nie zarobi się na tym bardzo dużo pieniędzy, ale mogą stać się one pożytecznym narzędziem dla tworzenia społecznej relacji oraz dla kapitału społecznego. Aby tak się stało potrzebny jest ktoś, kto stworzy odpowiednie oprogramowanie.

Fundusz na rzecz obywatelskiego hakowania mógłby pomóc rozwinąć podobne pomysły. Obecnie z powodu zawodności rynku, ludzie raczej nie zarabiają na tego rodzaju aplikacjach, bez względu na to, jak bardzo mogłyby okazać się przydatne dla społeczeństwa. Aby mogły zacząć się rozwijać, aplikacje umożliwiające ludziom udzielanie sobie wzajemnej pomocy wymagają finansowania ze strony państwa.

Podkreślam, że nie jest to pełna odpowiedź. Nie zakończy ona tej rezygnacji, jaką znamy teraz. Będzie zupełnie bezużyteczna dla osób, które nie są w sieci. Nie przyda się ona także osobom, których polityka w ogóle nie obchodzi. Są to ludzie, którzy przez pewien czas nie zamierzają przeglądać stron internetowych dotyczących polityki.

Jednak za około dziesięć lat, każdy mieszkaniec tego kraju będzie korzystał z internetu. Dla większości ludzi internet stanie się częścią ich codziennego życia. Do tego czasu musimy stworzyć użyteczne programy – Napstery dla życia obywatelskiego, strony typu Meetup dla demokracji, z których ludzie będą chcieli korzystać. A to oznacza, że musimy rozpocząć nasze działania w tym kierunku już teraz.

Etyka e-demokracji

Pytanie jest proste: jaka jest etyka e-demokracji? Jaka jest podstawowa zasada, którą powinniśmy się kierować w tym procesie rozwoju? Obecnie twierdzi się, że pieniądze i czas powinny zostać przeznaczone na rozwój nowych metod umożliwiających obywatelom komunikowanie się z parlamentem i administracją państwową. Przedstawicielstwo uważane jest za etykę e-demokracji. Nie zgadzam się z tym.

Powiedzenie Marshalla McLuhana brzmi: "Środek przekazu sam jest przekazem"6. Oznacza to, że niektóre media są dobre w wypełnianiu różnych funkcji. Internet jest szczególnie skutecznym środkiem w łączeniu ze sobą grup ludzi. Właściwie robi to najlepiej.

Zatem najlepiej rozpocząć od tej zasady. Zatem najsensowniej byłoby rozpocząć od tej zasady. Jednak internet nie powinien łączyć obywateli z parlamentarzystami, ani wyborców z urzędnikami państwowymi. Powinien łączyć zwykłych ludzi ze zwykłymi ludźmi. Powinny powstać takie aplikacje, które umożliwią tym ludziom udzielanie sobie wzajemnej pomocy. Program wspierający obywatelskie hakowanie może to spowodować.

Oto, co powinno stanowić etykę e-demokracji: wzajemna pomoc i samopomoc wśród obywateli, pomoc w przezwyciężaniu problemów obywatelskich. Zachęciłoby to rynek do inwestowania w rozwój aplikacji oraz bardziej sprzyjałoby samodzielności, zaufaniu społecznemu niż byciu zależnym od państwa.

Tego rodzaju system miałby na celu umożliwianie ludziom udzielania sobie wzajemnej pomocy. Pozwoliłoby to stworzyć elektroniczną przestrzeń, w której potęga internetu w ułatwianiu nawiązywania kontaktów mogłaby zostać wykorzystana, aby ludzie mieli możliwość pomagania sobie podczas podejmowania życiowych wyzwań. Przede wszystkim, tworzenie użytecznych aplikacji mogłoby sprawić, że demokracja uczestnicząca będzie również wydawać się użyteczna.

Konkluzje: jest to projekt polityczny. Potrzebuje on zwolenników. Każdy mistrz e-demokracji powinien podjąć walkę.

Tłumaczenie Joanna Śniady

 

Przypisy
1Civic hacking: a new agenda for e-democracy, James Crabtree, 12 June 2007. Artykuł oryginalnie ukazał się na łamach niezależnego internetowego magazynu www.opendemocracy.net na licencji Creative Commons. Oryginał dostępny na stronie WWW: http://www.opendemocracy.net/civic_hacking_a_new_agenda_for_e_democracy.

2Stephen Coleman, John Gotze "Bowling Together: Online Public Engagement in Policy Deliberation" Londyn: Hansard, 2001.

3Uwaga od tłumacza. Napster to program umożliwiający rozpowszechnianie plików muzycznych w formacie MP3.

4Andrew Schapiro "The Control Revolution: How the Internet is Putting Individuals in Charge and Changing the World We Know" New York: Public Affairs, 1999.

5Uwaga od tłumacza. Meetup.com, popularny serwis pozwalający organizować spotkania.

6Marshall McLuhan "Understanding Media: The Extensions of Man" New York: McGraw-Hill, 1964. Tłumaczenie polskie "Zrozumieć media. Przedłużenie człowieka" Warszawa: Wydawnictwa Naukowo - Techniczne, 2004.